Deszczowy dzień w muzeum: zmysłowe spotkanie z dojrzałą kustoszką w pustych salach

Pierwsze spojrzenia wśród deszczowych kropli i antycznych rzeźb - rosnące napięcie w muzeum

Stałem w dużej sali muzeum, patrząc na okna zalane deszczem. Pierwszy raz poczułem się tak samotny i jednocześnie podekscytowany tym miejscem. - Czy mogę panu w czymś pomóc? - usłyszałem cichy, aksamitny głos za sobą. Odwróciłem się i zobaczyłem ją. Kustoszka miała około czterdziestu lat, długie ciemne włosy zebrane w luźny kok i głębokie zielone oczy. Nazywała się Lena. - Szukam inspiracji w deszczowy dzień - odpowiedziałem. Zaczęliśmy rozmawiać o eksponatach. Jej dłoń musnęła moją rękę, gdy wskazywała starożytną wazę. Naprawdę byłam zaskoczona, jak bardzo interesujesz się sztuką - powiedziała z uśmiechem. Przechodziliśmy z sali do sali. Deszcz bębnił o dach, tworząc intymną atmosferę. Lena opowiadała o historii każdego przedmiotu, ale jej spojrzenie coraz częściej wędrowało po moim ciele. - Czuję się tu jak w innym świecie - przyznałem. - Czasem marzę, żeby zostać tu na noc - odparła szeptem. Nasze ciała zbliżyły się mimowolnie przy wielkiej rzeźbie. Poczułem jej ciepło i zapach lawendy. - Pierwszy raz tak mocno pragnęłam kogoś w tym miejscu - wyznała nagle. Zaczęliśmy się całować, powoli, z narastającą pasją. Jej dłonie błądziły po mojej koszuli, a ja dotykałem jej szyi. Deszcz zewnątrz dodawał dramatyzmu. - Chodź, pokażę ci prywatną salę - powiedziała, biorąc mnie za rękę.

Namiętność w ukrytej sali - kulminacja deszczowego spotkania z kustoszką

Weszliśmy do małej, zamkniętej sali z dywanami i starożytnymi meblami. Lena zamknęła drzwi. - Nikt nas tu nie znajdzie - szepnęła. Pierwszy raz poczułem jej usta na swoich z taką intensywnością. Nasze ciała połączyły się w gorącej, zmysłowej pieszczocie. Zdejmowała powoli moją koszulę, a ja rozpinałem jej bluzkę, odsłaniając delikatną bieliznę. - Naprawdę byłam samotna przez długi czas - przyznała między pocałunkami. Jej dłonie były pewne i pełne pożądania. Przenieśliśmy się na miękki dywan. Deszcz uderzał o okna, tworząc tło dla naszych westchnień. Lena prowadziła, siadając na mnie, jej biodra poruszały się rytmicznie. - Chcę cię teraz, tu - powiedziała. Nasze ciała zlały się w jednym rytmie, pełnym namiętności i odkrywania. Jej skóra była gorąca, włosy rozsypały się po ramionach. Szepaliśmy do siebie intymne słowa, budując napięcie aż do kulminacji. Po wszystkim leżeliśmy spleceni, słuchając deszczu. - To był najlepszy deszczowy dzień w muzeum - wyszeptała z uśmiechem. Wyszliśmy razem, mokrzy od deszczu, ale szczęśliwi.

Oceń opowiadanie

- (0 ocen)

Podobne opowiadania

Wszystkie opowiadania Losowe opowiadanie

Strona tylko dla doroslych

Ta strona zawiera tresci przeznaczone wylacznie dla osob pelnoletnich (18+).

Czy potwierdzasz, ze masz ukonczne 18 lat?

Nie